"Nikomu niepotrzebny aniołek"


 

Publikujemy opowiadanie, które przysłała do nas Pani Dominika Paczkowska. Powstało ono na podstawie rozmów z jej córką Basią, która urodziła się z rozszczepem kręgosłupa. Basia wychowywana jest w poczuciu, że pomimo swojej niepełnosprawności może sporo dać drugiemu człowiekowi, dlatego razem z tatą uczestniczy w kwestach charytatywnych, a w przyszłości chce zostać lekarzem. Po przeczytaniu książki „Kosmita” – wydanej wspólnie przez Fundację ING Dzieciom oraz ING Bank Śląski – Pani Dominika postanowiła jako wolontariuszka naszej fundacji przekazywać ją dalej szkołom i przedszkolom z Prudnika, aby w ten sposób pozytywnie wpłynąć na postrzeganie osób z niepełnosprawnościami.  

 

Dominika Paczkowska

Nikomu niepotrzebny aniołek

 

- Zamknij oczy, opowiem ci bajkę – powiedziała mama do ślicznego, blondwłosego chłopczyka.

Krzyś posłusznie je zamknął, chociaż w ogóle nie czuł jeszcze zmęczenia. Za oknem było już ciemno, lekko prószył śnieg.

- Wysoko, wysoko ponad chmurami żyje aniołek – kontynuowała  opowieść mama.

- Ma niebieskie oczy – powiedziała, delikatnie dotykając opuszkami palców zamkniętych powiek chłopca – i piękne, jasne loki – mówiąc to mama, musnęła jasną czuprynę synka.

- To nie jest zwykły aniołek – ciągnęła  dalej - bo potrafi spełniać życzenia, ale tylko te, na których  naprawdę komuś zależy. Aniołka nie można zobaczyć, ani nawet dotknąć, ale można poczuć jego obecność. Przychodzi zawsze wtedy, kiedy leży się już w łóżku i jest się gotowym do snu. Tuż po wieczornym czytaniu.

Kiedy pewna mała dziewczynka poprosiła go o pieska, bo tak bardzo marzyła, żeby się kimś opiekować, aniołek poradził jej, aby postarała się pokazać swoim rodzicom, że podoła temu zadaniu. Dziewczynka dbała więc o porządek w swoim pokoju, pilnie się uczyła i starała się być jak najbardziej samodzielna. Miała dobre relacje z koleżankami, zawsze o wszystkich się troszczyła. Rodzice to zauważyli, ulegli w końcu jej namowom i dostała wymarzone zwierzątko.

Pewien dorosły pan marzył o znalezieniu nowej pracy, ale koniecznie chciał w niej od razu dużo zarabiać. Aniołek podsunął mu więc myśl, żeby pokazał swojemu szefowi, że jego praca jest warta tego, żeby ją odpowiednio wynagradzać. Dorosły starał się z całych sił, jego pracodawca to widział i dał mu upragnioną podwyżkę -  wyższą niż oczekiwał.

Z kolei rodzice jednej nastolatki rozwiedli się i dziewczyna bała się, że po wyprowadzce ojciec przestanie ją kochać. Aniołek poradził jej, żeby kochała tatę wciąż tak samo mocno i o nic się nie martwiła, bo to nie ona jest powodem tego, że rodzice już nie chcą ze sobą mieszkać. Aniołek na każdy problem znajdował rozwiązanie i czuł się bardzo potrzebny. Każdego dnia szukał kolejnych osób, których życzenie mógłby spełnić. A jakie ty, synku,  miałbyś życzenie do naszego aniołka? – mama  zwróciła się do Krzysia, przerywając opowieść.

Chłopczykowi przeleciało przez głowę wiele pomysłów. Od dawna marzył o nowych, bardzo drogich klockach Lego. A może tablet? Każdy chłopak w szkole ma własny. Może mama pozwoliłaby mu grać na nim troszkę dłużej niż tylko pół godziny. Zbliża się Boże Narodzenie, więc pewnie mama próbuje go podejść, żeby jej zdradził, co chce dostać na Gwiazdkę - pomyślał chłopczyk.

Otworzył oczy i już miał wspomnieć mamie o tablecie, kiedy przypomniał sobie, co dokładnie powiedziała: "...tylko te marzenia, na których naprawdę nam zależy”. Myśląc o tym, przeniósł wzrok na stojące obok łóżka ortezy. Były mu potrzebne, żeby mógł chodzić. Bez nich nogi robiły się wiotkie i Krzyś nie potrafił zrobić nawet kroku. Paraliżował go wtedy ogromny strach, że upadnie i natychmiast musiał się czegoś złapać. Ale w ortezach jego chód też nie wyglądał idealnie. Kiedy poznawał nowe dzieci, za każdym razem, od tylu już lat, ciągle słyszał te same pytania:  "Co masz na nogach?", "Dlaczego tak krzywo chodzisz?".  Było mu wtedy przykro i nie mógł już tego dłużej słuchać. Dlatego nie lubił poznawać nowych osób. Dobrze czuł się w towarzystwie tych, którzy się już do niego przyzwyczaili.

- Chcę chodzić tak jak inne dzieci. Żeby nikt nie zaczepiał mnie na ulicy, czy w sklepie – powiedział  chłopiec, ze smutkiem spoglądając na mamę.

Mama przez moment się zawahała. Ale po chwili odpowiedziała, udając słodki anielski głos:

-  Ja nie zajmuję się ciałem. Ono mnie nie posłucha.

- Mnie też przecież nie słucha... – smutno skonstatował Krzyś, odwracając wzrok.

Mama cały czas łagodnie się uśmiechała i wciąż grała rolę aniołka.

- Ale słucha cię głowa, a to baaardzo dużo. Nie wszyscy mają ten przywilej.

- Wiem, ale ja chcę, żeby zaczęło mnie słuchać też ciało! – powiedział lekko już poirytowany chłopiec.

- Więc spróbuj ze wszystkich sił się o to postarać – odparła mama, głaszcząc synka po policzku.

- Nie mam już siły, mamo – odpowiedział, chcąc uciąć historyjkę o nikomu niepotrzebnym aniołku  – Do kitu z takim aniołkiem...

- Ja będę twoją siłą, synku. Tata będzie twoją siłą. Twoja rehabilitantka będzie twoją siłą i wszystkie osoby, które zawsze w ciebie wierzą. Popatrz – ciągnęła ciepłym głosem mama –jeszcze poprzedniej Gwiazdki siedziałeś na wózku. Wszyscy wtedy marzyliśmy o twoich pierwszych krokach. Bałam się, że może się nie udać, jeśli  się o to naprawdę nie postaramy. Widziałam twój upór, widziałam jak bardzo  boisz się upadku – mówiąc to, złapała chłopczyka za rękę – Po co mieć marzenia, kiedy można mieć cel?

- Wszyscy wokół mnie są zdrowi. Tylko ja muszę się starać! - odrzekł  z wyrzutem Krzyś.

- Nieprawda! - z  całą stanowczością odparła mama - Nasze  ciała się psują i nie zawsze mamy na to wpływ. Babcia ma chore nerki i musi jeździć na całodzienne dializy, nasz sąsiad nie słyszy i nigdy z nikim nie porozmawia inaczej niż za pomocą rąk. A twoja koleżanka z klasy - Ala - ma chore serduszko, przeszła już dwie operacje i szykuje się do trzeciej. Oni wszyscy nie mają żadnego wpływu na to, co dzieje się teraz z ich ciałem. Ty masz.

- Nie mam! Mówiłem ci już, że moje ciało mnie nie słucha! Chcę spać, mamo!- wykrzyczał chłopiec. Pragnął jak najszybciej zakończyć rozmowę, bo wiedział, że ostatnio nie przykładał się do swojej rehabilitacji i miał pewność, że mama za chwilę o tym wspomni.

- Rozumiem, że jesteś już zmęczony ciągłymi ćwiczeniami. Dlatego jutro pójdziemy na rower. Nie zawsze ćwiczenia muszą być nudne. Najważniejsze, żebyśmy wiedzieli, że robimy wszystko, co trzeba. Nawet, jeśli ortezy zostaną, to są twoim ogromnym sukcesem

- Ale przez nie wszyscy ciągle mnie zaczepiają. Dlaczego nie mogę jeździć na wózku?! Miałbym wtedy spokój! – krzyknął  chłopiec.

- Ludzie czasami szybciej mówią niż myślą... Ci, którzy to robią, najczęściej sami nie czują się dobrze w swoim własnym ciele i tylko szukają okazji do tego, żeby coś komuś wytknąć. Małe dzieci natomiast nie wszystko jeszcze rozumieją . Nie wiedzą, że ich komentarze mogą kogoś zranić. Ale są i takie, z którymi rodzice rozmawiają na trudne tematy, tłumaczą jak należy się zachować, dużo im czytają i poświęcają każdą wolną chwilę, żeby wychować je na mądrych ludzi. Te są życzliwe i pomocne. To, jak ludzie będą cię traktować, w dużej mierze zależy też od ciebie. Jeśli podświadomie będziesz na nich zły za to, że oni chodzą, a tobie sprawia to trudność, ludzie to wyczują i nie będą cię traktować przyjaźnie. Jeśli będziesz się nad sobą użalał, nie będą się dobrze czuć w twoim towarzystwie i będą cię unikać. I najważniejsze - jeśli  ty nie będziesz sam siebie dobrze traktował, to nie oczekuj tego od innych. Daj swoim nogom szansę i walcz.

Krzyś nie wiedział, co ma odpowiedzieć.

- Potrzebuje cię aniołku – uśmiechnął się, wracając do opowieści.

- Ja cię potrzebuję mocniej niż ty mnie – odrzekła także z uśmiechem mama.

- Uff… – pomyślała – no  to walczymy dalej…

- Co z moją opowieścią? – zapytał Krzyś, przerywając myśli mamy.

- Tutaj opowieść się urywa. Aniołek spełnił już dzisiaj życzenie, dał siłę do walki pewnemu mądremu chłopcu. Teraz już musi odpocząć.

- Tak szybko? Dopiero zaczęłaś opowiadać mi tę historię.

- Nie mogę jej kontynuować, bo nie wiem co będzie dalej. Reszta tej historii zależy od ciebie – uśmiechnęła się mama i zgasiła światło w pokoju chłopca.