TBRI® - pierwszy taki obóz w Polsce!

23 stycznia 2019

Jednym z ciekawszych Turnusów Uśmiechu 2018 był pierwszy w Polsce obóz terapeutyczny z zastosowaniem metody TBRI®. Dzieci po traumach i ich nowi rodzice nauczyli się, jak korygować trudne zachowania. Rozmawiamy z Edytą Wojtasińską, trenerką i pomysłodawczynią obozu.

Agata Tomaszewska (Fundacja ING Dzieciom): Proszę powiedzieć, czym Wasze stowarzyszenie zajmuje się na co
dzień.
Edyta Wojtasińska (Koalicja na rzecz Rodzinnej Opieki Zastępczej): W Polsce do rodzin adopcyjnych trafia rocznie około 3.000 dzieci. Kolejne 15.000 wychowuje się w domach dziecka, a ponad 57.000 w rodzinach zastępczych i rodzinnych domach dziecka. Często są to dzieci z trudnymi doświadczeniami, więc i wychowywanie ich nie jest łatwe. Nasza Koalicja na rzecz Rodzinnej Opieki Zastępczej, która zrzesza blisko 20 organizacji, od 14 lat wspiera te dzieci i ich rodziny, gdyż wiemy, że pomoc instytucji publicznych jest niewystarczająca.
A.T.: Praca z dziećmi z tzw. trudnych miejsc to jedno z większych wyzwań. Takie dzieci często zachowują się agresywne w stosunku do innych, ale też do siebie. Jak metoda TBRI® może tu pomóc?
E.W.: Trudne zachowania dzieci wynikają z ich trudnych historii. Te dzieci potrzebują wyjątkowego wsparcia. Takie wsparcie znaleźliśmy właśnie w metodzie stworzonej przez Dr Karyn Purvis ze Stanów Zjednoczonych. TBRI® to skrót od Trust-Based Relational Intervention®, czyli interwencja relacyjna oparta na zaufaniu, w której najpierw nawiązuje się relację dorosłego z dzieckiem, budując zaufanie, a następnie koryguje się trudne zachowania dziecka. Metoda ta stosowana jest już z powodzeniem w 25 krajach.
A.T.: Czyli kluczowe jest zaufanie. Jak je wzbudzić w dziecku, które doświadczyło kiedyś przemocy ze strony najbliższych dorosłych?
E.W.: Trudne zachowania u dziecka biorą się stąd, że ma ono jakąś głęboką niezaspokojoną potrzebę. Kluczem do skorygowania jego zachowania jest więc odnalezienie, zrozumienie i zaspokojenie tej potrzeby. Trzeba więc pytać dziecka, czego potrzebuje. Zachęcać, żeby mówiło. I początkowo dzieci kompletnie w to nie wchodzą, wyrażają swoje emocje na przykład poprzez bicie, ale widząc, że są słuchane, czyli są ważne dla dorosłych, zaczynają mówić. I to jest pierwszy krok do zdrowienia. Najpierw jednak trzeba zbudować zaufanie.
A.T.: Zbudować zaufanie w kilka dni? Obóz trwał 12 dni.
E.W.: Tak, to się udało. Na obozie terapeutycznym każde dziecko pracowało z jednym wolontariuszem, który był całkowicie nakierowany na to jedno dziecko. Najpierw musieli się dobrze poznać, nawiązać więź. Działo się to stopniowo, na przykład spacerowali razem, ale trzymając się za sznureczek, potem chodzili już za ręce. Gdy nastąpi między nimi łączność, dziecko poznaje reakcje dorosłego na swoje zachowanie. Podstawą korygowania trudnych zachowań dziecka jest życzliwość i przewidywalność reakcji opiekuna. Reakcje są pełne szacunku, spokoju. Dorosły słownie docenia najdrobniejsze sukcesy dziecka, na przykład udział w zabawie. A gdy pojawi się trudne zachowanie, jak płacz, opiekun pyta, co się dzieje. Jeśli dziecko odpowie, że się boi, to jest duży postęp. Przewidywalność jest kluczowa. Dzieci naobozie wyłapały to bardzo szybko, że wszyscy dorośli reagują tak  samo. Dzieci zaczęły więc czuć się bezpiecznie i były gotowe wchodzić w te zasady, zaczynały mówić, również te dzieci, które przed obozem nie mówiły wcale. Pracujemy w klimacie życzliwości, zrozumienia i szacunku i to się sprawdza.
A.T.: Na obozie byli wolontariusze i rodzice dzieci. Czy wszyscy po powrocie do domów będą wspierać dzieci w ten sposób?

E.W.: Taki był cel obozu, aby nauczyć rodziców zastępczych i adopcyjnych oraz psychologów i pedagogów, czyli wolontariuszy, nowej metody. Rodzice podnosili swoją wiedzę na wykładach i dyskusjach oraz praktycznie wdrażali się w metodę. Obserwując jak dzieci współpracują z wolontariuszami, mogli też przyjrzeć się im z innej perspektywy, na co raczej nie ma czasu w domu. Po rozmowach z rodzicami widzę ich przekonanie do tej metody. Jedna z mam powiedziała, że dopiero w Wiśle jej zastępczy syn zaczął się do niej przytulać.
A.T.: A zatem sukces. Co planujecie teraz?
E.W.: Rodziny adopcyjne w naszym kraju często po przejściu procesu adopcyjnego są zostawieni sami sobie, a problemy dzieci wychodzą po paru latach. I wtedy chcemy być dla nich wsparciem, docierać do nich z metodą TBRI®. Obóz w Wiśle to był eksperyment – niezwykle udany. Teraz planujemy jak najlepiej upowszechniać wiedzę o TBRI® i szkolić kolejne osoby.

 

Wywiad ukazał się na łamach magazynu wewnętrznego dla pracowników ING Banku Śląskiego "Baśka" numer 5/2018 (223).